Było zatrzymanie, areszt, życie z piętnem osoby seksualnie wykorzystującej własnego syna. Teraz, po siedmiu latach, krakowski sąd uniewinnił Bogusława Sobczuka od zarzutów molestowania kilkuletniego wówczas dziecka w latach 2001-2003.
Aktor i dziennikarz nigdy nie przyznał się do winy. Twierdził, że to zemsta ze strony byłej partnerki, matki chłopca. - Czuje pan ulgę? - na to pytanie Sobczuk nie odpowiada. Wymownie patrzy na swojego obrońcę Andrzeja Patelę, który z kolei nie kryje, że o sprawie, która toczyła się za zamkniętymi drzwiami, mówić nie może. - Ale ulga jest. I poczucie, że zwyciężyła sprawiedliwość. Sędzia prowadzący sprawę, wydając wyrok oczyszczający mojego klienta z zarzutów, oparł się na przepisach prawa. To jest najważniejsze - dodaje adwokat. Prokuratura domagała się dla Sobczuka kary dwóch lat więzienia. Być może będzie apelować od tego nieprawomocnego orzeczenia. Tak też może zrobić oskarżycielka posiłkowa w sprawie, Dorota W., była partnerka Sobczuka, dziennikarka radiowa. Nie było jej podczas ogłaszania wyroku, a jej adwokat Krystyna Kaleta-Wyroba nie chce na gorąco komentować uniewinnienia. - Ta sprawa wymaga namysłu. Muszę się skontak